Psychiatrzy

Z Przyjaciele Billa W. - Materiały związane z wychodzeniem z alkoholizmu
Skocz do: nawigacja, szukaj

Psychiatrzy

by Bill W., 1957

Część serii Bądźmy przyjacielscy dla naszych Przyjaciół

To było dwa lata temu i mieliśmy nasz pierwszy kontakt ze szpitalami psychiatrycznymi. Jeden z nich był instytucją w New Jersey, która miała warunkowo zwolnić dwóch alkoholików którzy dowiedzieli się o AA i pozostawali trzeźwi od sześciu miesięcy. Obaj byli uznani za przypadki beznadzieje. Z powodu nietypowych metod AA, szpitalni psychiatrzy nie byli pod wrażeniem.

Niezwłocznie chętna grupa AA w pobliżu rozpoczęła bombardować szpital prośbami o możliwość odwiedzin. Chcieli nieść dobre wieści każdemu alkoholikowi w okolicy, bez niepotrzebnej zwłoki. Lekarze nie byli tacy pewni, czy to dobry pomysł.

W dalszym ciągu byli dość ostrożni i mieli wiele powodów aby być.

„Więc”, mówili członkowie AA, „dlaczego wasi lekarze nie przyjdą na mityng?” Dwóch z psychiatrów przyznało, że byłoby to w porządku. Powiedzieli, że pójdą na grupę AA w Nowym Jorku w nadchodzącym tygodniu.

W tym okresie zdaje się, że my Nowojorczycy spotykaliśmy się w salonie Steinway Hall. Z wielkim zachwytem słuchaliśmy o propozycji pielgrzymki doktorów z Jersey. Wieczorny mityng toczył się. Ale w przerwie moja pamięć spłatała mi figla. Całkowicie zapomniałem o tych psychiatrach. Zaraz po otwarciu naszego mityngu, rozpromieniony kontyngent AA z Jersey wszedł do hallu i wsunął się do tylnego rzędu. Ale nawet to przypomnienie nie rozruszało mojej pamięci. I z pewnością nie miałem powodu myśleć, że jedno z moich najgorszych w życiu zakłopotań – i jedna z najlepszych lekcji – czai się tuż za rogiem.

Pierwszy spiker na mityngu opowiedział wspaniałą historię, zarówno ponurą, jak i inspirującą. Można było usłyszeć muchę. To było po prostu wspaniałe.

Wtedy wszedł Jack. Opowiedział, jak stawał się znaczącą osobą w przemyśle filmowym i kiedyś zarobił skromne stypendium 50000$ rocznie. Uświadamiając sobie własne umiejętności, Jack zrozumiał, że to dopiero początek. Wtedy demon rumu zaczął ściągać go w dół. Jego zmartwione studio zaproponowało psychiatrów. Niechętny Jack wziął kilka zabiegów. Rezultaty były żadne i kolejni psychiatrzy próbowali. Ale ego Jacka, jego urazy i jego picie pozostało tak kolosalne, jak wcześniej. Staczał się i wypadł z branży filmowej – nie było to zaskoczeniem. Ale jest tutaj w AA, trzeźwy od miesięcy.

Jednakże szybko okazało się, że ci psychiatrzy byli wciąż wśród ulubionych uraz Jacka. On obwiniał ich o swój upadek. Jak wiemy, dwóch z nich było w pokoju, on zobaczył życiową szansę. Teraz mógł im pojechać i musieli siedzieć i tego słuchać!

Jack przystąpił do swojego rozprawienia się z psychiatrią i wszystkimi jej pracami. Jako mówca mógł potężnie przyłożyć, posiadał wielki talent do cynicznego humoru, który pasował idealnie do realizacji jego celu. Wyrywał swoich psychiatrów pojedynczo, jeden po drugim. Potem zaatakował całą profesję, ich teorie, ich filozofie. Nazwał ich „wykopującymi robaki na ryby”. Cały czas był niesamowicie zabawny. Chociaż 9/10 jego przemówienia było fantazją i nonsensem, było jednak porządnym kawałkiem widowiska. Publiczność była w konwulsjach i chyba sam też nigdy nie śmiałem się tak długo i tak dużo. Jack w końcu usiadł przy ogromnym aplauzie. Podczas mityngu, kontyngent AA z Jersey był popychany w stronę platformy. Wyglądali jak chorzy i obolali, i zdecydowanie tacy byli. Mamrocząc słabo, rzecznik przedstawił naszych „honorowych gości”, dwóch psychiatrów!

Poczułem okropne dławiące uczucie w okolicy mojego splotu słonecznego. Właśnie wtedy Jack, oczywiście bardzo zadowolony z siebie, podszedł i autentycznie klepnął jednego z naszych gości w plecy. „Więc, doktorze”, powiedział, „jak ci smakowało to, co ci podałem!”. To był koniec. Mogłem umrzeć z umartwienia.

Ale dwaj psychiatrzy uśmiechem odparowali jego cios. Przyznali, że to był bardzo pomocny mityng. Po tym wszystkim zdeklarowali, że ich profesja powinna być bardziej elastyczna, wtedy i teraz. Dla nich przemówienie Jacka było dobrą, czystą zabawą i było bardzo pouczające.

To była zdumiewająca demonstracja przyjaźni i zrozumienia. W warunkach próby ci oczernieni panowie nadstawili drugi policzek. Przyjęli tyradę Jacka z uprzejmością, życzliwością, dobrym humorem a nawet wdzięcznością. To była lekcja cierpliwości, tolerancji i chrześcijańskiej miłości, której mam nadzieję nigdy nie zapomnę.

Tak szybko, jak to możliwe zwróciłem się do lekarzy w rogu i zacząłem moje przeprosiny. W rzeczywistości zjadłem kruka. Jeden z nich spojrzał na mnie i powiedział „Zapomnij o tym, Bill. Jak z pewnością wiesz, niektórzy alkoholicy są bardziej niedostosowani niż inni. My rozumiemy to doskonale!”

W ciągu miesiąca ten wyjątkowy lekarz otworzył jego szpital na odwiedzających z AA i zaczęły powstawać grupy za murami. Od tego czasu zawód psychiatrów kontynuuje trzymanie się z AA za ręce. I ośmielę się powiedzieć, że często to ich zrozumienie i tolerancja bardziej niż nasza przyczynia się do tego pozytywnego stanu rzeczy.

Dwa kolejne przykłady: w 1949, American Psychiatric Association prosiło mnie, abym wykonał odczyt o AA na ich rocznym spotkaniu. Idąc dalej, psychiatrzy opublikowali ten odczyt w ich oficjalnym piśmie i pozwolili AA przedrukować moje materiały w formie broszury do użytku publicznego. Te hojne akty od tego czasu przyniosły naszej Wspólnocie niewyobrażalne korzyści. Dopiero niedawno zaczęły być prowadzone badania w Los Angeles określające, co psychiatrzy w mieście i hrabstwie myślą o AA. Powiedziano mi, że myślą dobrze; 99 procent z nich jest dla nas!

Oczywiście ta krótka historia zawiera trochę przesady. Wielu Aowców jest dzisiaj bardzo przyjaznych psychiatrii, i bez wątpienia równie wielu psychiatrów nie wie nic o nas, albo widziało tylko niepowodzenia AA i są nam wciąż przeciwni. Ale nie w tym rzecz. Rzecz w tym, że my Aowcy powinniśmy starać się być jednakowo przyjaźni w każdych warunkach.

A co stało się z moim starym przyjacielem Jackiem? Więc, Jack po prostu nie mógł zrobić tego, o co bardzo się starał. Zmarł trzy lata temu z powodu alkoholizmu.

Być może prawdziwa życzliwość była czymś, czego Jackowi nigdy nie udało się zrozumieć.

Copyright © The A.A. Grapevine, Inc., July 1957 Źródło: http://silkworth.net/grapevine/psychiatrists.html Przekład nieautoryzowany, #62

Zobacz także: Teksty członków Wspólnoty AA