Przywództwo w AA: Zawsze ważna potrzeba

Z Przyjaciele Billa W. - Materiały związane z wychodzeniem z alkoholizmu
Skocz do: nawigacja, szukaj

PRZYWÓDZTWO W AA: ZAWSZE WAŻNA POTRZEBA

Żadna społeczność nie może dobrze funkcjonować bez zdolnych przywódców na wszystkich szczeblach – ruch AA nie może tu być wyjątkiem. A jednak my, Anonimowi Alkoholicy, lubimy czasem myśleć, że poradzimy sobie w ogóle bez indywidualnego przywództwa. Mamy skłonność do wypaczania tradycyjnej idei „zasady są ważniejsze niż osobowości” do takiego stopnia, że oznacza to brak jakichkolwiek „osobowości” wśród przywódców: byłyby to roboty bez twarzy, starające się zadowolić bezwzględnie każdego.

W innych momentach jesteśmy skłonni domagać się, aby przywódcy AA byli koniecznie ludźmi o najtrafniejszych sądach, najszlachetniejszych zasadach moralnych i inspiracjach; autorami wielkich czynów, świetlanymi przykładami dla wszystkich, ludźmi praktycznie bez skazy.

Prawdziwe przywództwo musi oczywiście funkcjonować między tymi całkowicie wyimaginowanymi biegunami nadziei na doskonałość. W AA rzecz jasna żaden przywódca nie jest osobą bez twarzy; żaden też nie jest ideałem. Na szczęście nasza Społeczność została pobłogosławiona niewyczerpaną liczbą prawdziwych przywódców: ludzi aktywnych dziś i potencjalnych przywódców jutra, pojawiających się wraz z nowymi, coraz liczniejszymi pokoleniami zdolnych do działania członków ruchu. Jest wśród nas mnóstwo kobiet i mężczyzn, których poświęcenie, konsekwencja, wizja i szczególne umiejętności sprawiają, że są w stanie poradzić sobie z każdym możliwym zadaniem związanym ze służbą. Musimy tylko znaleźć tych ludzi i zaufać im, powierzając im służbę.

W naszej literaturze napisano o tym: „Nasi przywódcy nie prowadzą nas dzięki nominacji – prowadzą nas, dając przykład”. W rezultacie mówimy im: „Działajcie dla nas, ale nie rządźcie nami”.

Przywódcą w służbie AA jest zatem człowiek, który sam jest w stanie przełożyć zasady, plany i politykę na takie zaangażowane i skuteczne działanie, że reszta z nas chce go popierać i pomagać mu w pracy. Kiedy przywódca jest zbyt radykalny, buntujemy się, ale kiedy podporządkowuje się naszym poleceniom i nie formułuje własnych sądów – wtedy w ogóle nie jest przywódcą.

Dobrzy przywódcy są twórcami planów, strategii i idei ulepszenia naszej Wspólnoty i jej służb. Jednakże w sprawach nowych i ważnych przed podjęciem decyzji i działań zasięgają wielu konsultacji. Dobrzy przywódcy pamiętają, że dobry plan lub pomysł może pochodzić od każdego i zewsząd. Dobry przywódca często więc porzuca swoje własne hołubione plany na rzecz innych, lepszych, i podaje ich autora.

Dobrzy przywódcy nigdy nie zrzucają odpowiedzialności na innych. Kiedy są pewni, że mają albo mogą otrzymać wystarczające ogólne poparcie, swobodnie podejmują decyzje i wprowadzają je w życie, pod warunkiem, oczywiście, że działania takie mieszczą się w ramach ich zdefiniowanego zakresu władzy i odpowiedzialności.

„Polityk” to osoba, która stale stara się „dać ludziom to, czego chcą”. Mąż stanu to człowiek, który umie dokładnie rozróżnić, kiedy należy tak postępować, a kiedy nie. Zdaje sobie sprawę, że nawet duże większości, jeśli są poważnie wzburzone lub niedoinformowane, mogą od czasu do czasu być w całkowitym błędzie. Kiedy zdarza się taka sytuacja, a gra idzie o wielką stawkę, obowiązkiem przywódcy – nawet jeśli znajduje się w mało licznej mniejszości – jest zawsze przeciwstawienie się burzy i wykorzystanie swoich wszystkich zdolności perswazji i całego autorytetu, aby spowodować zmianę.

Nic jednak nie może być bardziej zabójcze dla przywództwa niż sprzeciw dla samego sprzeciwu. Nigdy nie powinno to przyjmować formy „na mój sposób albo wcale”. Tego rodzaju sprzeciw często bierze się z braku wyobraźni i dumy lub z pretensji, które sprawiają, że chcemy zablokować coś lub kogoś. Jest jeszcze opozycja, która oddaje swój głos, mówiąc „Nie, nie podoba się nam to”. Nie padają przy tym żadne racjonalne powody. Tak być nie może. Kiedy zostaną wezwani, przywódcy zawsze muszą podać swoje – i to dobre – argumenty.

Przywódca musi także zdawać sobie sprawę z faktu, że nawet bardzo dumni i gniewni ludzie mogą mieć czasem absolutną rację, podczas gdy ci spokojni i skromniejsi całkowicie się mylą.

Te punkty to praktyczne ilustracje tego rodzaju wyborów i przemyśleń, do których prawdziwy przywódca zawsze powinien dążyć.

Inną cechą kwalifikującą przywódcę jest „dawanie i branie”, zdolność do ustępowania, kiedy odpowiedni kompromis może sprawić, że sprawa posunie się w kierunku wyglądającym na właściwy. Kompromis przychodzi nam, myślącym na zasadzie „wszystko albo nic” alkoholikom, z wielkim trudem. Jednakże nigdy nie możemy tracić z pola widzenia faktu, że postęp niemal zawsze oznacza wiele niosących poprawę kompromisów. Nie możemy jednak zawsze godzić się na kompromis. Od czasu do czasu naprawdę trzeba zająć zdeterminowane stanowisko wobec jakiejś kwestii, dopóki nie zostanie ona rozstrzygnięta. Sytuacje takie wymagają dobrego wyczucia czasu i rozeznania co do kierunku działania, który należy wybrać.

Przywódcy często muszą stawiać czoła ciężkiej i czasem długotrwałej krytyce. To dla nich sprawdzian. Zawsze istnieją konstruktywni krytycy; w rzeczywistości są oni naszymi przyjaciółmi. Zawsze powinniśmy uważnie wysłuchiwać ich opinii. Powinniśmy pozwolić im wpływać na nasze poglądy albo nawet całkowicie je zmieniać. Często także musimy się nie zgadzać i pozostawać przy swoim zdaniu, nie tracąc ich przyjaźni.

Są też tacy, których lubimy nazywać „destruktywnymi” krytykami. Są radykalni, uprawiają „politykierstwo”, rzucają oskarżenia. Bywają gwałtowni i złośliwi. Rozsiewają pogłoski, plotki i oszczerstwa, aby dopiąć swego – wszystko oczywiście dla „dobra” ruchu AA! Ale w AA nauczyliśmy się wreszcie, że tacy ludzie, może nieco bardziej chorzy niż reszta z nas, tak naprawdę wcale nie muszą być destrukcyjni, w zależności od tego, jak się do nich odnosimy.

Po pierwsze powinniśmy uważnie słuchać tego, co mówią. Czasem mówią całą prawdę, czasem tylko jej niewielką część. Znacznie częściej jednak tylko racjonalizują opowiadane przez siebie całkowite nonsensy. Jeżeli jednak znajdujemy się w polu rażenia, cała prawda, półprawda czy kłamstwo mogą okazać się dla nas równie nieprzyjemne. Dlatego właśnie musimy tak uważnie słuchać. Jeżeli w tym, co mówią, jest prawda albo nawet mała część prawdy, wówczas lepiej będzie im podziękować i przeprowadzić rachunek sumienia, przyznając, że byliśmy w błędzie. Jeżeli to nonsens, możemy go zignorować. Możemy też wyłożyć wszystkie karty na stół i spróbować perswazji. Jeżeli się to nie uda, możemy żałować, że są oni zbyt chorzy, aby nas wysłuchać, a potem spróbować zapomnieć o całej sprawie. Niewiele jest lepszych metod autoanalizy i rozwijania prawdziwej cierpliwości niż ćwiczenia, które zapewniają nam ci – zwykle mający dobre chęci, ale tkwiący w błędzie – współczłonkowie. To zawsze duże wyzwanie, a poradzenie sobie z nim nie zawsze się nam udaje. Musimy jednak próbować.

Doszliśmy teraz do ogromnie ważnej cechy, jaką jest wyobraźnia. Wyobraźnia to, moim zdaniem, zdolność do dokonywania właściwych ocen zarówno jeżeli chodzi o najbliższą, jak i dalszą przyszłość. Niektórym może się wydawać, że tego rodzaju zamiary są rodzajem herezji, ponieważ w ruchu AA stale powtarzamy sobie „Jeden dzień na raz”. Ale ta cenna zasada w rzeczywistości odnosi się do naszego życia umysłowego i emocjonalnego i oznacza przede wszystkim, że nie powinniśmy głupio rozpamiętywać przeszłości ani snuć marzeń na jawie o przyszłości.

Jako jednostki i jako wspólnota z pewnością ucierpimy, jeżeli zrzucimy całe zadanie planowania jutra na barki Opatrzności. Prawdziwa Opatrzność Boża obdarzyła nas, istoty ludzkie, znaczną zdolnością przewidywania, a Bóg ewidentnie oczekuje od nas, że będziemy z niej korzystać. Musimy więc rozróżniać fantazje o szczęśliwym jutrze i bieżące korzystanie z naszych umiejętności racjonalnego przewidywania. To może oznaczać różnicę między postępem a nieprzewidzianymi kłopotami.

Wyobraźnia jest zatem samym sednem roztropności, chyba najważniejszej cechy. Oczywiście często zdarzy się nam całkowicie lub częściowo przeliczyć się co do przyszłości, ale to i tak lepsze, niż w ogóle o niej nie myśleć.

Stawianie prognoz ma kilka aspektów. Przyglądamy się przeszłym i obecnym doświadczeniom i zastanawiamy się nad ich znaczeniem. Na tej podstawie formułujemy orientacyjną ideę lub strategię. Patrząc w najbliższą przyszłość, zadajemy sobie pytanie, jak ta idea lub strategia mogą się sprawdzić. Potem zastanawiamy się, jak może wyglądać zastosowanie naszych strategii lub idei w kilku różnych sytuacjach, które mogą zaistnieć w dalszej przyszłości. Jeżeli dany pomysł zapowiada się dobrze, wypróbowujemy go, w miarę możliwości eksperymentując. Później ponownie oceniamy sytuację i sprawdzamy, czy nasza prognoza działa.

Mniej więcej na tym etapie możemy być zmuszeni do podjęcia ważnej decyzji. Być może mamy strategię lub plan, który wygląda nieźle i sprawdza się w praktyce. Bez względu na to powinniśmy szczegółowo zastanowić się nad jego długofalowymi skutkami. Czy dzisiejsze korzyści nie zamienią się jutro w poważne zobowiązania? Niemal zawsze pojawia się pokusa, aby czerpać bezpośrednie korzyści i całkiem zapomnieć o szkodach, które nastąpiły wcześniej albo będą ostatecznym skutkiem naszego obecnego działania.

To nie są wyssane z palca teorie. Przekonaliśmy się, że musimy stale stosować te zasady prognozowania, zwłaszcza na poziomie służb światowych, gdzie gra się toczy o dużą stawkę. Przykładowo, w działaniach z zakresu public relations musimy przewidywać reakcję i grup AA, i ogółu zarówno w krótkim, jak i w długim okresie. To samo dotyczy naszej literatury. Nasze finanse muszą być szacowane i planowane w budżecie. Musimy myśleć o naszych potrzebach związanych ze służbą i ich odniesieniu do ogólnej sytuacji gospodarczej, możliwości grup i chęci do wpłacania składek. O wielu takich problemach często musimy myśleć z wieloletnim wyprzedzeniem.

W rzeczywistości wszystkie Dwanaście Tradycji AA było najpierw pytaniami o prognozy i wizję na przyszłość. Całe lata temu powoli opracowywaliśmy na przykład ideę samowystarczalności ruchu AA. Tu i tam pojawiały się kłopoty związane z darowiznami z zewnątrz. Później pojawiły się kolejne problemy. W rezultacie zaczęliśmy więc obmyślać strategię, która nie pozwalałaby na przyjmowanie żadnych zewnętrznych datków. Zaczęliśmy podejrzewać, że duże kwoty tego rodzaju mogłyby sprawić, że stalibyśmy się nieodpowiedzialni i odwróciłyby naszą uwagę od naszego głównego celu. Ostatecznie przekonaliśmy się, że w długoterminowej perspektywie pieniądze z zewnątrz mogłyby nas naprawdę zniszczyć. W tym momencie to, co było tylko ideą lub ogólną zasadą, skrystalizowało się w postaci tradycji AA. Zrozumieliśmy, że musimy poświęcić szybkie, łatwo dostępne korzyści na rzecz długoterminowego bezpieczeństwa.

Przez ten sam proces przeszliśmy w związku z anonimowością. Parę przypadków publicznego ujawnienia robiło dobre wrażenie. W końcu jednak uświadomiliśmy sobie, że wiele takich ujawnień mogłoby w końcu wprowadzić wśród nas zamęt. Kolejność była więc taka: najpierw wstępna idea, potem eksperymentalna strategia, potem ściśle sformułowane zasady, a ostatecznie głębokie przekonanie – wizja jutra.

Tak wygląda nasz proces prognozowania przyszłości, a odpowiedzialni przywódcy światowi muszą biegle opanować tę ważną umiejętność. Jest to ważna cecha, zwłaszcza jeśli chodzi o naszych Powierników. Większość z nich, moim zdaniem, powinna być wybierana na podstawie tego, że w swojej karierze zawodowej lub biznesowej wykazali się już zdolnością przewidywania.

Stale będziemy potrzebować tych samych cech – tolerancji, odpowiedzialności, elastyczności i wyobraźni – u naszych przywódców służb AA na wszystkich szczeblach. Zasady dotyczące przywództwa będą takie same bez względu na rozmiar danego przedsięwzięcia.

Może to wyglądać jak próba wskazania szczególnie uprzywilejowanego i lepszego od innych rodzaju członków ruchu AA. Ale wcale tak nie jest. Zdajemy sobie po prostu sprawę z faktu, że nasze talenty bardzo się różnią. Dyrygent orkiestry nie musi być dobry w finansach czy w przewidywaniu. Jest też bardzo mało prawdopodobne, żeby dobry bankowiec był świetnym artystą muzykiem. Kiedy więc mówimy o przywódcach w ruchu AA, deklarujemy tylko, że powinniśmy wybierać na te stanowiska najbardziej utalentowanych ludzi, jakich uda się nam znaleźć. 45 Choć w pierwotnym zamyśle artykuł ten miał dotyczyć przywódców naszych służb światowych, możliwe jest, że niektóre zawarte w nim sugestie mogą być przydatne dla każdego, kto odgrywa aktywną rolę w naszej Społeczności.

Jest to szczególnie prawdziwe w obszarze Dwunastu Kroków, w których realizację niemal wszyscy jesteśmy czynnie zaangażowani. Każdy sponsor musi być także przywódcą. Gra toczy się tu o maksymalną stawkę. Na szali stoi życie ludzkie, a zwykle także szczęście całej rodziny. To, co sponsor mówi i robi, jak dobrze przewiduje reakcje swoich podopiecznych, jakie ma wyczucie czasu i jak przedstawia swoje opinie, jak radzi sobie z krytyką i jaki przykład duchowy daje osobom, którymi się opiekuje – te cechy przywódcze robią ogromną różnicę, często różnicę między życiem a śmiercią.

Dziękujemy Bogu, że ruch Anonimowych Alkoholików został pobłogosławiony tak dużą liczbą przywódców we wszystkich swoich sprawach.