Prasa, Radio, Telewizja

Z Przyjaciele Billa W. - Materiały związane z wychodzeniem z alkoholizmu
Skocz do: nawigacja, szukaj

Prasa, Radio, Telewizja by Bill W.

Część serii Bądźmy przyjacielscy dla naszych Przyjaciół

Było lato 1939. Kilka miesięcy wcześniej nasza Wspólnota alkoholików, chełpiąca się całą setką członków, opublikowała książkę którą nazwaliśmy Anonimowi Alkoholicy. Ale nic więcej się nie stało. Nasze książki, pięć tysięcy, piętrzyły się w magazynie drukarni Cornwall Press i żadna nie była sprzedana.

Tak bardzo upragniona wzmianka w Reader's Digest – która mogła poinformować opinię publiczną o nas i o nowej książce – nie ukazała się. Owładnięci panicznym strachem ruszyliśmy od jednego krajowego magazynu do innego błagając o pomoc. Na próżno. Works Publishing, mała firma utworzona aby przeprowadzić przedsięwzięcie z książką była spłukana, tak jak każdy z nas. Na pozór nie było gdzie się zwrócić.

Ale Opatrzność wiedziała lepiej. Kiedy było z nami źle jak nigdy, Fulton Oursler, redaktor Liberty, miał rozmówcę – pisarza freelancera o nazwisku Morris Markey. Od Charliego Townsa, właściciela szpitala którego kiedyś byłem dość dobrym klientem, pisarz Markey otrzymał wspaniałą wzmiankę o AA, którą teraz przekazał redaktorowi Outslerowi, jednemu z najbardziej przenikliwych ludzi, jakich kiedykolwiek poznałem. Fulton Oursler zobaczył przebłysk możliwości. Powiedział "Morris, masz zadanie. Przynieś mi tu opowieść i wydrukujemy ją we wrześniu".

Takie było słowa pierwszego przyjaciela AA z prasy. Te słowa ocaliły od bankructwa książkę i znaczyły także, że opinia publiczna otrzyma pierwszą informację o Anonimowych Alkoholikach.

Jak obiecano, artykuł Morrisa Markleya „Alkoholicy i Bóg” został wydrukowany w magazynie Liberty. Rezultaty były natychmiastowe i piorunujące. Ponad osiemset pilnych próśb o pomoc trafiło do biura Liberty. Starannie odpowiedzieliśmy na każdą, nie zapominając załączyć pustych blankietów zamówienia książki. Zamówienia wkrótce zaczynały spływać i z pomocą jeszcze większej liczby listów z naszego małego biura na Vasey Street, z pomocą podróżujących członków AA, zaczynały powstawać nowe grupy.

Na innych łowców wiadomości nie trzeba było długo czekać, poszli za przykładem Ourslera. Miesiąc później obywatelski Cleveland Plain Dealer dał pisarzowi Elrickowi B. Davisowi zadanie zbadania AA. Przez wiele dni artykuły o AA ogólnie i o AA w Cleveland w szczególności były tematem przewodnim w Plain Dealer.

Obok tych artykułów pojawiały się nawoływania redakcyjne, które w efekcie mówiły: „AA jest dobre i działa. Przyjdź i weź to”. Znowu powódź. Mała grupa w Cleveland została zalana. Ale na szczęście przetrwała i w ciągu kilku miesięcy liczba członków wystrzeliła do setek. Anonimowi Alkoholicy rozpoczęli rok 1939 z mniej niż 100 członkami, zakończyli go z liczbą ponad 800 członków.

W lutym 1940 mieliśmy kolejny potężny wzrost, tym razem jako rezultat słynnej kolacji u pana Rockefellera, który przedstawił nas swoim przyjaciołom i podniósł AA tak, że cały świat nas zobaczył. Znowu prasa zrobiła robotę. Tym razem wiele gazet, w tym tabloidy, napisały o nas dobre słowa i wiele serwisów agencyjnych przekazało opowieść na cały świat. Liczba członków AA skoczyła z 800 do ponad 2 tysięcy w 12 miesięcy.

Wiosną 1941 ten sam dramat odtworzył się na większą skalę. Pan Curtis Bok, właściciel Saturday Evening Post, widział AA w pracy w Filadelfii i wezwał swoich redaktorów do wybrania Jacka Alexandra i do przypisania funkcji. Kiedy artykuł Jacka trafił do czasopisma, przyniósł zalew próśb o pomoc o rozmiarach Niagary. Dwa lata później liczba członków AA wynosiła 10000.

Poprzez opowiadanie naszej historii Amerykańskiej opinii publicznej ta mała grupa wczesnych przyjaciół zwiększyła się stokrotnie w krótkim czasie czterech lat, zrobiła z AA narodową instytucję i położyła fundamenty na których nasza Społeczność rosła tak wspaniale, jak nigdy dotąd.

Dzisiaj lista przyjaciół AA w prasie, radiu i telewizji jest ogromna. W naszej Centrali subskrybujemy duży serwis z prasówkami. Każdego tygodnia masa prasówek mówi nam w sposób graficzny co ci nasi przyjaciele powiedzieli i zrobili. To niekończący się i zawsze rosnący strumień życiodajnej krwi, który pompują w nasze światowe arterie.

Chociaż metoda z ust do ust i kontakt osobisty przyniósł nam wielu nowicjuszy, nie możemy nigdy zapomnieć że większość z nas jest w stanie znaleźć ślad naszej szansy na zdrowienie wcześniej dzięki naszym przyjaciołom w mediach – czytaliśmy coś albo może słyszeliśmy czy widzieliśmy. To dlatego AA ma teraz 200000 aktywnych członków.

Czasami słyszymy członków narzekających na prasę, że jesteśmy eksploatowani dla opowieści i zysku. Mówią: „ci pisarze mają dobre życie dzięki opowiadaniu historii i wydawcy mają swoje zyski. W gruncie rzeczy, co jest w tym takiego niezwykłego? Robią to, co robią normalnie.”

Większość z nas zdaje sobie sprawę, że te wypowiedzi zawierają mniej niż połowę prawdy.

Praktycznie każdy pisarz i redaktor z naszych znajomych znacznie wykroczył poza jego normalne obowiązki i naturalne pragnienie porywającej historii.

Lata temu prosiliśmy ludzi mediów aby uszanowali anonimowość naszych członków. Prosiliśmy o bardzo wiele, ponieważ przeciętny reporter nie mógł sobie wyobrazić pracy bez pełnych nazwisk i zdjęć. Ale kiedy wytłumaczyliśmy przyczyny naszej anonimowości - że nie możemy pozwolić sobie na „wywyższanie” wśród nas – natychmiast dostrzegli o co chodzi i od tego czasu dokładali starań aby spełnić nasze potrzeby, mimo wielkiej pokusy publikacji personaliów naszych znanych w kraju członków. Przy kilku okazjach, niektórzy członkowie celowo złamali anonimowość, ale rzadko była to wina prasy. W rzeczywistości, redaktorzy często powstrzymywali naszych pochopnych Aowców, którzy chcieli członkostwo uczynić publicznym.

W ich dalszym entuzjazmie dla AA wielu z tych przyjaciół poszło jeszcze dalej. Poświęcili się osobiście naszej sprawie. Jack Alexander na przykład stał się powiernikiem AA i bardzo pomógł nam z naszymi problemami z literaturą, nigdy nie przepuścił szansy aby wesprzeć nas słowem i piórem.

Mniej znany jest związek jaki mieliśmy z Fultonem Ourslerem. Był on najpiękniejszym przykładem osobistej dedykacji dla Anonimowych Alkoholików.

W 1944 postanowiliśmy że AA powinno mieć miesięcznik. W tym czasie Fulton widział AA w pracy jak na dłoni. Osoba dobrze mu znana niezwykle ozdrowiała. W chwili, kiedy Fulton usłyszał o naszym projekcie magazynu zaoferował wolontariat i, chociaż nie był alkoholikiem, został członkiem zespołu redakcyjnego Grapevine i jednym z założycieli. Sięgał do własnej kieszeni na pokrycie organizacyjnych wydatków, dawał rady, skanował manuskrypty i napisał artykuł o jednej z pierwszych kwestii, który nazwał „Alkoholicy są uroczymi ludźmi” [Poprawny tytuł: „Uroczy to słowo dla Alkoholików”] Później żartowaliśmy z jego tytułu. Uśmiechając się mawiał, że tytuł powinien brzmieć „Niektórzy z alkoholików są uroczymi ludźmi”.

Lata później poznałem przyjaciela Fultona bardzo dobrze. Bardziej zajętego człowieka nigdy nie widziałem. Bez względu na to, kiedy szedł do łóżka, nic mniejszego niż zapalenie płuc nie mogło go powstrzymać przed byciem przy biurku o piątej rano, gdzie pisał do jedenastej. Ale ten dzień dopiero się zaczynał; jego niezliczeni przyjaciele i zajęcia trzymały go w ruchu do wieczora, i byłem jednym z tych, którzy trzymali go do północy.

AA było wtedy w burzach dorastania. Nasza Centrala nabierała kształtu i odpowiedzialności. Potrzebowaliśmy porad, zwłaszcza w zakresie public relations, często zwracałem się do Fultona. To był okres, w którym Fulton został starszym redaktorem w Reader's Digest, gdzie jego pomoc dla nas miała wkrótce miała odzwierciedlić się w szerokim zasięgu.

Wtedy nadszedł czas kiedy chcieliśmy Fultona na powiernika AA. Znając jego ogrom pracy, byłem bardzo niechętny aby go o to poprosić. Ale niepotrzebnie tak się czułem, ponieważ kiedy zadałem pytanie jego twarz rozjaśniała i powiedział: „Oczywiście! Kiedy mam zacząć?” Fulton nie mógł dostać się na wszystkie nasze mityngi, ale był zawsze dostępny. Pamiętam kiedy raz zwróciłem się do niego z prośbą o pomoc dla nas w Hollywood, gdzie mieliśmy problem z producentem filmowym. Natychmiast rzucił swoją pracę i wykonał daleki telefon. Za godzinę oddzwonił do mnie aby powiedzieć, że wszystko zostało rozliczone i nie muszę się już martwić.

Kilka miesięcy przed jego śmiercią spędziliśmy jeszcze jeden wieczór razem. To wtedy powiedział mi co AA dla niego znaczyło. Bardzo pokornie opisał jego wcześniejsze życie jako czas pysznego agnostycyzmu i wyrafinowania, które doprowadziły go w ślepy zaułek, dalej odniósł się do tego jak przykład z AA wpłynął na niego; jak w końcu dołączył do kościoła swojego wyboru, i jak te dwa wpływy zainspirowały go do napisania o Biblii w „Najwspanialsza historia kiedykolwiek opowiedziana”. Zrobił dla AA, jak powiedział, jedynie ułamek tego co AA zrobiło dla niego, niealkoholika.

Te i wiele innych doświadczeń mężczyzn i kobiet prasy, radia i telewizji jasno mówią nam, co ich poświęcenie znaczyło. W prawie każdym mieście gdzie AA rośnie dzisiaj, widzimy naszych przyjaciół w mediach idących w ślady Jacka Alexandra i Fultona Ourslera.

Obyśmy byli wiecznie wdzięczni wszystkim tym kurierom dobrej woli. Obyśmy byli zawsze warci ich przyjaźni.

Copyright © The A.A. Grapevine, Inc., October 1957 Źródło: http://silkworth.net/grapevine/press_radio_television.html Przekład nieautoryzowany, #62

Zobacz także: Teksty członków Wspólnoty AA