Nasz pan doktor

Z Przyjaciele Billa W. - Materiały związane z wychodzeniem z alkoholizmu
Skocz do: nawigacja, szukaj

NASZ PAN DOKTOR

Wywiad GRAPEVINE, Maj 2001, str. 34 - 38,

opracowanie redakcji MITYNG http://www.mityng.net/

Dr George E. Vaillant został w 1998 roku członkiem Rady Służb Ogólnych jako powiernik klasy A (niealkoholik). Jest profesorem psychiatrii w Harvard Medical School jak również dyrektorem i członkiem paru innych instytucji naukowych i medycznych. Napisał książkę "The Natural History of Alcoholism Revisited", będącą zwięzłym studium nad alkoholizmem. George prowadzi wiele wykładów na temat uzależnień i alkoholizmu i jest jednym z najwybitniejszych badaczy na tym polu.

Pytanie ( GRAPEVINE ) - W artykule na temat alkoholizmu, który napisałeś dla Harvard Magazine twierdzisz, że 50% trafiających na pogotowie ratunkowe ze złamaniami, to ofiary alkoholu, ale jego zawartość we krwi nie jest nigdy badana. Ciekawi mnie, w jaki sposób środowisko medyczne widzi dziś alkoholizm. Czy możesz coś powiedzieć na ten temat?

Odpowiedź (G.Vaillant ) - To, co się dzieje na pogotowiach jest w rzeczywistości bardziej dramatyczne. Prawdopodobnie 50% wszystkich ludzi tam trafiających ma we krwi ponad 2,5 promila alkoholu, co wystarcza, by osobę nieuzależnioną wprowadzić w śpiączkę, w której może ulegać wypadkom. Ale nawet taki jasny biochemiczny dowód z którym zderza się lekarz nie pociąga żadnych skutków - nie robi się nic -gdyż w kwestii leczenia alkoholizmu medycyna czuje się tak bezradna, tak straciła nadzieję. Dla lekarza to dostateczny powód by schować głowę w piasek.

Pyt. - Jak myślisz, dlaczego taka sytuacja się utrzymuje?

Odp.- Musisz pamiętać, że bardzo niewielu lekarzy widziało uleczonego alkoholika. Zdrowy alkoholik nie ma żadnych powodów by informować lekarza o swej przypadłości. Pijący wraca do niego setki razy i na zawsze zapisuje się w jego pamięci. W konsekwencji lekarze przeceniają ilość porażek i nie wiedzą nic o sukcesach. Nie rozumieją, że prawdopodobnie 40% wszystkich wyzdrowień dzieje się dzięki AA.

Pyt. - Co można zrobić by zmienić ten stan?

Odp. - Dwie najprostsze rzeczy o jakich wiem, leżą w mocy Wspólnoty. Pierwsza, to zapraszać lekarzy na otwarte mityngi, na których sami mogą zobaczyć owych dobrze ubranych ludzi, wyglądających jak wszyscy inni, a trzeźwiejących od lat. Było to dla mnie strasznie ważne by uczestniczyć w otwartych mityngach i widzieć trzeźwych alkoholików, mieli oni na mnie potężny wpływ. Rzecz druga to objąć lekarza dwunastym krokiem. Nie po to, aby go uczyć o AA czy alkoholu, lecz żeby dać mu listę osób, do których skierowani przez niego pacjenci mogą zadzwonić. Szukanie AA nie jest częścią praktyki lekarskiej, dlatego więc trzeźwiejący alkoholik musi albo samemu wyrazić gotowość rozmawiania z pacjentami albo zostawić namiar na innych. To, czego potrzebuje lekarz, to krótkiej i zwięzłej listy i paru sukcesów z jej pomocą. Wtedy jego bezradność zmieni się w nadzieję.

Pyt. - Jak ty, niealkoholik dowiedziałeś się o AA?

Odp. - Pracowałem w klinice dla alkoholików, w której warunkiem utrzymania posady było uczestnictwo w mityngu raz w miesiącu. Dodatkowo, alkoholicy stanowili połowę personelu. To byli jedyni ludzie jakich spotykałem na Harvardzie przez 10 lat, którzy coś wiedzieli o chorobie.

Pyt. - Czy są podejmowane jakieś działania, by podobne warunki obowiązywały dziś studentów medycyny?

Odp. - W ciągu ostatnich 10 lat od studentów wiele szkół medycznych wymagano udziału w jednym lub dwóch mityngach. Stało się tak w dużej dzięki aktywności komisji CPC( odpowiednikiem jest zespół informacji i współpracy z profesjonalistami - przypis redakcji). Jednak problem polega na tym, że na pierwszych dwóch mityngach zbyt dużo nowego dzieje się, by uczestnik przekonał się, że ludzie rzeczywiście tu zdrowieją. łatwiej dowie się jak okropna jest choroba alkoholowa niż uświadomi sobie fakt, że ludzie na mityngu to ci sami połamańcy z pogotowia. Powoli, bardzo powoli ludzie zaczynają rozumieć, że można uczyć studentów każdej szlachetnej i dobrej dla człowieka rzeczy, i oni opanują ją na egzamin, jednak lekarzami uczą się naprawdę być w szpitalach i pogotowiach, pracując z pacjentami. Właśnie jako praktykanci mają bardzo poważne powody by z pasją znienawidzieć czynnych alkoholików. Program edukacyjny nt. alkoholizmu powinien więc zostać powtórzony po praktykach. To jest coś, co alkoholicy mogą zrobić dla swych lekarzy - nie uczyć o AA, lecz opowiedzieć swoją historię, co im dało 12 Kroków i jak mówiłem, dać im swój telefon na wypadek, gdyby sufit walił się na głowę.

Pyt. - Powiedziałeś, że 40% alkoholików trzeźwieje w AA. A co z pozostałymi 60%? Czy AA może się na nich otworzyć, by im być pomocną?

ODP. - Tak. Nic w tym złego, że w grze o wysoką stawkę nie zgarnia się całej puli. Myślę, że jest już dobro w tym, że AA znają odpowiedź na ekstremalnie skomplikowany problem. Nie zrani to GSO gdy zrozumie i z pokorą przyzna, że 60% trzeźwieje poza AA. Jest bowiem również prawdą, że większość z owych 60% robi to za pomocą narzędzi AA. - Ich duchowość nie pochodzi z AA, ich grupa wsparcia to nie AA; to co nazywam” uzależnieniem zastępczym” również nie pochodzi z AA. Mimo to używają oni do trzeźwienia tych samych składników, jakich używają AA. Nie myślę też, żeby owe 60% robiło cokolwiek czego AA potrzebowaliby się nauczyć, poza zasadą „ jeśli coś nie jest zepsute, to nie naprawiaj”. Gdy spotykasz kogoś, kto nie pije ponad trzy lata i jest zadowolony i dumny, że osiągnął to bez AA, to podziękuj Sile Wyższej za kolejne zdrowie. Ty wiesz, że to mało być „suchy” i, że trzeźwość jest przez duże „T”, daje pokorę i świadomość, że nie jest się pępkiem świata. Więc jeśli ktoś coś robi bez twojej pomocy - też dobrze.

Pyt. - Co odkryłeś w AA w czasie, gdy jesteś powiernikiem? Lub, jak sam mówisz, czy było coś, co zmusiło cię do powiedzenia „Acha”?

Odp. - Nigdy wcześniej nie widziałem Poradnika Służb. Dla mnie, jako niealkoholika, jest to wielkie dzieło światowej literatury, porównywalne z Konstytucją USA i znaczący wkład w myśl ogólnoludzką. Nauczyłem się również czegoś o duchowości. W każdy weekend, w którym odbywa się Rada, wyjeżdżam na nią z myślą: „ O Boże, kolejny weekend z dala od rodziny!” A potem przez dwa dni pływam w miłości i akceptacji, którą dają ludzie niespecjalnie mi bliscy. Poznałem więc nową definicję duchowości: każdy z nas to fala mająca zaraz rozbić się o brzeg i powtarzająca: „Takie jest życie, tak będzie na zawsze” a potem jakiś głos z zewnątrz mówi: ” Nie jesteś falą, jesteś częścią oceanu”.

Pyt. - Trwa nieustannie wielka debata o roli innych uzależnień w AA. Jakie jest twoje stanowisko w tej sprawie.

Odp. - To niezwykle ważna kwestia. Członkowie AA powinni koncentrować się na alkoholiźmie. To nie podlega dyskusji. Mają wystarczająco wiele do zrobienia, wciąż jest dość alkoholików na całym świecie i nie trzeba się bać wyczerpania podstawowego celu AA. Jednocześnie wokół nas jest mnóstwo ludzi z mieszanymi uzależnieniami. Dlatego ważne jest, by te grupy, które mogą ich przyjąć, były dla nich maksymalnie otwarte i tolerancyjne. Jest parę takich grup, do których należą jedynie biali mężczyźni w średnim wieku, wyznania protestanckiego. Niech będą. Powinny być, nawet jeśli reszta AA uważa je za beznadziejne mamuty, w dodatku politycznie podejrzane. Ale są też grupy tolerujące ludzi mówiących zbyt długo o tym jak wydali 5 milionów dolarów na swój nałóg kokainowy, a zbyt krótko o swoim alkoholiźmie. To jest fala przyszłości. Liczba czystych alkoholików coraz szybciej opada. Więc niektóre grupy będą musiały się zmienić.

Pyt. - Jakie inne wyzwania czekają AA?

Odp. - Sądzę, że naprawdę to dwa. Pierwsze, to dojście do porozumienia z tymi, którzy obawiają się, że AA jest religią. Włączenie ich z całą odrębnością i z uszanowaniem ich tradycji będzie wymagało pracy i wzrostu od AA. Służy temu praktyka szokująca niektóre grupy, polegająca na ochronie podstawowej części Wielkiej Księgi autorstwa Bila W. przy jednoczesnym włączaniu współczesnych życiorysów. Drugie wyzwanie - być może ważniejsze dla mnie jako powiernika klasy A - i to nie przez swą zdolność leczenia alkoholików, ale dzięki możliwości uświadomienia świata, że jesteśmy jedną rodziną. Jako przykład niech posłużą grupy, od których można coś oczekiwać, że wiedzą coś o człowieczeństwie i pokoju: kościoły chrześcijańskie, ruchy psychoanalityczne czy pacyfistyczny. Nieustannie dzielą się one na odłamy skłócone ze sobą nawzajem. Natomiast AA po 60 latach utrzymuje w działaniu dla wspólnego dobra ponad 2 miliony bardzo zróżnicowanych indywidualności o przeszłości znacznie mniej pokojowej niż chrześcijanie, psychoanalitycy czy obrońcy pokoju. Nie jestem pewien, czy jest to wyzwanie dla samej wspólnoty i czy jest niezbędnym warunkiem utrzymywania trzeźwości. Po prostu jest to wyzwanie dla mnie: sprawić by ludzie docenili głębię tego posłania, zawartą może bardziej w Tradycjach i Koncepcjach niż w Krokach.

Pyt. - Gdy mówisz o sceptykach religijnych czy o tych, co boją się , że AA jest religią, czy myślisz wtedy o profesjonalistach związanych z alkoholizmem czy o samych alkoholikach?

Odp. - O jednych i drugich. Alkoholicy, z powodu wstydu, są nadmiernie czuli na odrzucenie. Niektórzy, gdy słyszą słowa -”jeśli chcesz tego co my mamy, musisz uwierzyć w Siłę Wyższą i rozwijać duchowość albo przynajmniej udawać, póki nie możesz” - czują się boleśnie zranieni. Są oni ciągle zainteresowani tylko sobą, a zależność od Siły Większej niż oni sami to coś, co muszą się jeszcze nauczyć. Można to przedstawić tak. Rodzice wierzą w wiele rzeczy jak wartość ciężkiej pracy czy wykształcenie, które dla osiemnastolatka nie mają znaczenia. Dla niektórych alkoholików duchowość to jedna z tych rzeczy, którą będą zajmować się na starość. AA muszą sobie nieustannie powtarzać, że ludzi trzeba spotykać tam, gdzie oni są. Można to robić tylko przez sugestie płynące z miłości. Bill W. wypowiedział się bardzo jasno, że AA nie są religią. Podkreślał też, że nie powinno być nic w AA co wyklucza jakiegokolwiek cierpiącego alkoholika. Istnieje ciągle problem, jak człowiek wzrastający w jednej tradycji może zrozumieć obraz świata człowieka wyrosłego w innej. Uniwersalność jest trudnym zadaniem. AA nieustannie muszą rozwijać się w swych wysiłkach utrzymania światowej jedności. Nie jest to kwestia zmiany lecz proces wzrostu.

Źródło: http://www.mityng.net/wydanie_specjalne_rynia_3-5_maj_2002.html

Zobacz także: Artykuły Grapevine